Eko frajda

Nie jestem Eco. Nie mieszkam w gliniance, nie mam kur i krowy oraz warzywnika (tego ostatniego JESZCZE nie mam). Nie czytam obsesyjnie etykiet produktów, śmieci segreguję stosunkowo od niedawna. O zgrozo mam nawet plastik w domu.

Jednak ostatnio coraz bardziej zgłębiam temat Eco. Przeglądając internet, oglądając wiadomości, słuchając audycji dotyczących  mórz plastiku i rzek plastikiem płynących, coraz bardziej świadomie zaczynam pojmować jakie zagrożenia sami sobie gotujemy. Statystyki są alarmujące, a zdjęcia przerażają.

Jeszcze do niedawna miałam jakieś takie głupie przeświadczenie, że to mnie nie dotyczy. Bo przecież ja jedna świata nie zmienię. Jedna foliówka w koszu więcej nie robiła mi różnicy. Chodziłam na Warszawski bazarek w przeświadczeniu, że w warzywniaku jak są warzywa to na pewno są zdrowe.

Przeprowadzka na podwarszawską wieś otworzyła mi trochę oczy. Nagle gdy codziennie zaczęłam segregować śmiecie, zobaczyłam ile worków plastiku wystawiamy co tydzień przed bramę. Poznałam ludzi, którzy po jajka i maliny jeżdżą do Sołtysowej , po ziemniaki do Pana Darka a po wędliny w każdą sobotę do mobilnej budki na bazarku. Prawie każdy ma tu swój warzywnik przy domu. Pomidory, sałata, szczypiorek, dynia, cukinia. Ludzie przynoszą sobie te warzywne skarby. "Wpadnij po dynię, przyjdź narwać sobie pomidorów". Niby 30km od Warszawy, a inny świat.

Zaczął podobać mi się ten świat....

Od roku nie kupuję wody w plastikowej butelce. Udało nam się kupić lodówkę z podajnikiem wody, zaopatrzonym w filtr. Choć woda leci przerażająco zimna, nie zraża mnie to. Nalewam rano cały dzbanek i mamy.  Brawo ja
Zaczęłam zwracać większą uwagę na to co i gdzie wyrzucam. Jeszcze do niedawna ubrania, niepotrzebne zabawki czy przedmioty gospodarstwa domowego po prosty wywalałam. Dziś wiele z tych mi nie potrzebnych przedmiotów sprzedaję, oddaję potrzebującym. To co trafia do kosza, segreguję ze starannością. Plus dla mnie
Odkąd Zuza przeszła do zerówki  dostałam nowe zadanie. Przygotowanie posiłku na wynos dla niejadka z neofobią żywieniową (o tak tak trafił mi się taki okaz) stało się mega wyzwaniem. Soczki jabłkowe, kabanoski, tosty-tylko ciepłe, kakałko!!! Już z początkiem roku zaopatrzyłam Zuzię w termos, bidon, pojemniki wszelakie. Wszystko ma tak jak lubi bez zbędnych butelek plastikowych i jednorazowych foliówek. Brawo ja.
Z większą starannością wybieram produkty w sklepie spożywczym. Ogromnie trudno jest kupić coś, co nie jest opakowane w plastik. Soki wybieram te w butelkach szklanych. Wędlinę, sery kupuję na wagę w sklepie gdzie ekspedientka pakuje mi to w papier. Warzywa wkładam osobno do SWOJEJ torby, aby ograniczyć milion foliówek. Pieczywo wybieram w piekarni, gdzie zapakowane dostaje w papierowe torebki. Punkt dla mnie.
Największy problem mam z kosmetykami. Bo chciałabym kupować te Eco, bo fajnie by było mieć wszystko w szklanych pojemniczkach. Jednak tu jeszcze nie moja półka cenowa.

Z tych wszystkich małych kroczków, które robię w stronę świadomego życia w zgodzie z naturą ,najbardziej mnie cieszy fakt, że wypracowałam w sobie nawyk brania na zakupy toreb wielokrotnego użytku lub latem kosza wiklinowego. Długo nie mogłam tego wypracować. Przeklinałam pod nosem przy kasie, gdy znów przytakiwałam na słowa "doliczyć reklamówkę?".
Kiedy wreszcie udało mi się zabierać swoje torby, spotkała mnie nie lada niespodzianka-nagroda.
Otrzymałam propozycję przetestowania Eco toreb od KOLOROVE SZPULKI .
Z radością przyklasnęłam. Torby, które szyje Marzenka są wykonane z Washpapa i z Corko.
Washpapa to papier, który nie rozpuszcza się, nie odbarwia. Jest elastyczny i bardzo wytrzymały.
Papier posiada certyfikat Oeco-tex oraz SCS przyznawany drzewnym produktom leśnym. 
Corko natomiast to naturalna tkanina z korka. Dąb korkowy jest jedynym na świecie drzewem, które samoistnie w bardzo szybkim tempie odbudowuje swoją korę. Materiał korkowy produkowany jest z resztek z korków po winach. Cudowny recykling. 
Oprócz tego, że torby od Korolovych Szpulek są Eco, wizualnie zachwycają. We wzorach i kolorach można przebierać. Dokładne wykonanie, modny krój sprawiają, że chce się je nosić. Mam to szczęście, że mam dwie torebki. Jedną zakupową , drugą bardziej do "noszenia". Niesamowite jest też to, że te torebki nie mają dna. Ostatnio zawiozłam tacie 6 słoików z jedzeniem, po drodze zrobiłam mu jeszcze zakupy.
Co jest dla mnie też bardzo ważne torby wykonuje pasjonatka, rękodzielniczka. Uwielbiam wspierać polskie rzemiosło. 

Obecnie czytam książkę "Eco w wielkim mieście". Na nowo wszystko układam sobie w głowie. Oczyszczam powietrze w domu zakupionym oczyszczaczem powietrza, by nie wdychać
smogu, który przekroczył u nas wszelkie normy. Kupuję rośliny oczyszczające powietrze. Na wiosnę będę sadzić warzywa i cieszyć się otaczającą mnie, budzącą się do życia przyrodą. Będę bliżej natury, będę bardziej Eco.










 



Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz