Strefa odpoczynku.

Taka chwila zdarza się jedna na milion lat, cisza aż w uszach piszczy. Sennie się zrobiło, błogo, domowo, przytulnie. Odetchnęłam głęboko, przymknęłam oczy i pomyślałam że muszę Wam o tej chwili napisać.



Biegnę codziennie. Od rana gonitwa za Zuzią i szczeniaczkiem którego ostatnio kupiliśmy. Obie istotki są słodkie i chce się spędzać z nimi czas ale o 5.30 latać ze ścierką i wycierać psie plamy, aby młodzież w nie nie weszła, to nie jest poranek marzeń.
Potem gonitwa do przedszkola, tu towarzyszy nam wesoły nastrój, śpiewamy podskakujemy.  Praca oddech zostawia na moich plecach, wiem, że muszę szybko wracać. Dobiegam  do domu, nie wiem w co ręce wsadzić.  Obowiązki domowe, wysyłka paczek, malowanie, szlifowanie,olejowanie. Biegnę tak prędko przez dzień, że potykam się o kapcie rozwalone przez Pioruna w salonie. Czasem się gubię w natłoku myśli i spraw, czasem o czymś zapomnę i puszczę sobie pod nosem soczystą wiązankę. 

Nagle z tego maratonu wyrywa mnie głos...
"Jadę po piłę..."

Nagle cisza, taka że w uszach piszczy. Słońce delikatnie przebija się przez drzewa. Jesień-myślę. Staję po środku salonu, przeciągam się. Piorun gryzie świńskie ucho, temu to dobrze, nic nie musi. Szukam tych cholernych kapci co to rozwleczone po całym domu. Zaparzam herbatę.

Dylemat...iść z herbatą do komputera, czy usiąść na chwilkę w fotelu. 
Jestem sama...przez chwilkę i ja nic nie muszę . Nikt nie chrząknie, że za długo siedzę, nikt nie krzyknie "maaamooo siku", pies ma ucho...też nie będzie nic chciał.

Siadam.

Świat się zatrzymał. Słodzę miodem herbatę, leniwie mieszam. Przymykam oczy. To się chyba relax nazywa???:)

Wertuję książkę, inspirujące przepisy kulinarne sprawiają że burczy w brzuchu. Wstaję po pierniczki. Jem powoli, delektuję się-to tak można?
Chwilo trwaj.

Taki moment oddechu, nastraja mnie pozytywnie. W głowie już kiełkują nowe pomysły. Nagle zaczynam planować Święta, wyobrażać sobie tą całą magię. Pierwsze Boże Narodzenie w nowym domu.


-------------------------------

Ten mój kącik odpoczynkowy powstał spontanicznie. Na 
wypatrzyłam fotel. Tak bardzo go zapragnęłam, że wydałam całą imieninową kasę na niego hahah.
I mam moje magiczne miejsce, moją strefę oddechu od natłoku spraw.











 

Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

6 komentarzy:

  1. Piękny fotel! Chciałabym taki! Wiesz moja droga, przyjdzie taki czas, że z rozrzewnieniem wspomnisz tę codzienną gonitwę, to tylko kwestia czasu :), ten harmider sprawia, ze dom żyje i tak ma być! Pozdrawiam ciepło Dora

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale Mecyje mają fajne i oryginalne rzeczy :) Bardzo podobała mi się różowa klatka dla ptaków, ale niestety chwilowy brak gotówki mnie jej pozbawił i ktoś inny został jej posiadaczem - no ale może jeszcze kiedyś znajdę podobną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fotel cudowny! Ja ostatnio marzę o bujanym białym;-)Dobrze jest mieć takie miejsce w domu. A co do zwierzaka, ostatnio tez kupilismy szczeniaka i wiem co przeżywasz kobieto!buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczny fotel. Szkoda tylko, że tak mało czasu na siedzenie w nim.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasami trzeba zwolnić i złapać głęboki wdech, odpocząć, zrelaksować się, właśnie wtedy przychodzą najlepsze pomysły, a święta już za pasem.U mnie też będą pierwsze w nowym domu, aż się wierzyć nie chce, ale naprawdę jestem u siebie,bosko :-) Życzę Ci kochana wielu takich Twoich chwil, które będą ładowały Ci bateryjki ;-) Fotel cudo!

    OdpowiedzUsuń