By niejadek zjadł....cokolwiek. Dylematy matki śmietankowej.

Mając niejadka w domu codziennie toczę małe bitwy i wielkie batalie aby cokolwiek trafiło do brzucha mojej Zu. Z desperacji przestałam już przykładać AŻ tak wielką wagę do tego by były to mega wartościowe posiłki. Zaczęło być dla mnie ważne aby Zuza zjadła cokolwiek. Namiętnie więc smażę jej naleśniki i gotuję zupę pomidorową. Smaruję pieczywo masłem i tylko masłem bo wszystko inne zdejmuje. Daję makaron z sosem...i tylko sosem bo mięso ble a na warzywa jest odruch wymiotny. Masakra powiadam !!!

Kiedy była mała świetnie udawało się jej wciskać placuszki. Dobra mąka, owoce, płatki owsiane, syrop z agawy. Zupy warzywne zmiksowane zjadała z dokładką. Wszystko to się skończyło. Teraz bada z dokładnością laboratoryjną skład każdego placka i każdej zupy.

Co więc ma robić taka matka jak ja. Matka której dziecko non stop jest chore, które jest chude jak patyk i nic nie je. 
Odpuszczam!!! BYŁAM TAKA SAMA !!! Co gorsza nadal jestem !!! Jem tylko wybrane produkty, te które mi smakują. Wyjmuję rodzynki z ciast, z owoców jem tylko truskawki i borówki. Z lubością smażę naleśniki i jem je same prosto z patelni. Oczywiście z biegiem lat przekonałam się do warzyw, kaszy, ryżu i fasolki szparagowej ( spróbowałam jej pierwszy raz w wieku 20 lat !!!)

Wracając jednak do najmłodszej.
 Ile razy można kształtować w dziecku złe nawyki żywieniowe. Nagradzać czekoladką każdy kawałek mięska czy marchewki. Ile można straszyć zabraniem zabawek jak nie zje 4 łyżek zupy. 
Dość!

Drogie mamy, piszę szczerze jak jest. Bez lukru. Mam świadomość, że jest to problem. Mam świadomość, że pewnie robię źle. Ale mam poczucie, że wmuszając Zuzi każdy posiłek, denerwując się robię jeszcze większe zło.

Wiadomo mamy zasady. Zero podgryzek typu mamba, paluszki przed głównymi posiłkami. Przed wyjściem do przedszkola ZAWSZE Zu musi coś zjeść (w przedszkolu potrafi nic nie przełknąć przez cały dzień). Zamieniamy ulubiony sok jabłkowy z kartonu na wodę (wreszcie po 4 latach nie ma odruchu wymiotnego na czystą...taki sukces). Atrakcje wszelakie wstrzymywane są aż do zjedzenia obiadu. Wyjście do koleżanki- jak zjesz obiad. Pojedziemy na plac zabaw- jak brzuch dostanie jeść i będziesz miała siły na zabawę. Wszystko STARAM się mówić spokojnie i być konsekwentna. Czasem jest foch i ryk. Wiadomo. Czasem jednak tak jej zależy na wyjściu, że bez gadania zjada co jej podsunę. 

I tak dzień za dniem....

Staram się pilnować (po przedszkolu i w weekendy), aby Zu przegryzła coś co 2-3 godziny. Ponieważ odpadają owoce, warzywa, wciskam jej to co lubi, by bez większych afer pogryzła i połknęła.



NASZE CODZIENNE PODGRYZKI.

1. Omlet
 Jedno jajko dostarcza 1/3 dziennego zapotrzebowania  4-latka na białko. Zuza je za smakiem omlety. Do tradycyjnego przepisu dodaje 1 łyżeczkę proszku z młodego jęczmienia, łyżkę miodu i co najważniejsze....mówię, że to naleśnik- tylko taki grubszy mamie wyszedł. Inaczej nie przejdzie.

2. Tosty francuskie
Najczęściej z chałki i posmarowane miodem. 

3. Orzechy
Nie mogłam wprost uwierzyć, że moje dziecko wyjadło własnemu ojcu z miseczki orzechy. Gdy tylko odkryłam, że Zu lubi nerkowce kupuję wielką pakę co tydzień i dozuję w ramach podgryzki.

4. Kalafiorowy kotlecik
Kalafior obtoczony w jajku i w bułce podsmażony na patelni. Doskonale udaje kotleciki z kurczaka, które akurat Zu lubi. Brawo ja za kolejne oszukaństwo. Kalafior zjedzony!

5. Koktail z truskawek.
Jogurt naturalny, truskawki, proszek z jęczmienia, miodek, banan. Zmiksowany podaję jak syrop. 3-5 łyżek udaje mi się wcisnąć. Jednak gdy trafi się pestka, kłaczek, cokolwiek. Przegrywam na starcie.

6. Wafle ryżowe z musli.
 Ujdą z braku laku. Tylko suche.

7. Obecnie testujemy suszone owoce i warzywa. 
Szukamy alternatywy dla chrupków kukurydzianych. Strasznie fajna sprawa jako jedna z 5 porcji warzyw dziennie (u nas jako 1 porcja czegokolwiek wartościowego dziennie). Jabłko z sokiem z mango słodkie a bez dodatku cukru, suszone bez smażenia i pieczenia- rewelacja.
Mi osobiście zasmakował pomidor z bazylią i oregano. Źródło potasu i wysoka zawartość błonnika.

kitchen farmhouse










Dajcie znać KONIECZNIE w komentarzach, jakie są Wasze ulubione podgryzki i sposoby by niejadek zjadł obiadek.

Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

3 komentarze:

  1. Byłam taka sama :) Nie ważne, że nie wiedziałam jak to smakuje, albo jeszcze kilka dni temu jadłam i mi smakowało, jak mi głupota uderzyła do głowy mogłam się uprzeć i nie jeść. Z tą tylko różnicą, że owoce to ja zawsze lubiłam, wszystkie. A najlepiej takie wpakowane jako nadzienie do pączka albo czekolady, albo z których zrobiono krem do tortu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ło matko czasem jak już nie mam sił to sobie myśle że moje życie to koszmar...wciskam prosze zachęcam groże błagam... do 1.5roku jadła wszystko i chętnie odniosłam taki sukces że myślałam że oszaleje z radości:) potem sie popsuło...na szczęście od pół roku jest poprawa... wyluzowałam lekko... te wszystkie dodatki przegryzki pomogły:) owoce w tubce do picia, suszone owoce i warzywa, jabłko krojone w kształt chipsów, zupy kremy tylko kremy zmiksowane...

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem ważne jest aby się nie poddawać. Po około 10 razie moje 7 letnie dziecko zjadło fasolkę szparagową. Pozwalam dzieciom przyrządzać posiłki, wybierać produkty do dań. Duży wpływ na poznawanie nowych smaków (u nas w domu) ma wspólne oglądanie przepisów kulinarnych dla dzieci i dorosłych np. Babcia gotuje lub Deserownia. Następnie dzieci chcą zrobić jakieś danie i je jedzą. Nie zmuszam ich do zjedzenia wszystkiego. Jak czegoś nie jedzą, to nie rezygnuję ale przypominam się z daniem za jakiś czas. To pomaga. Każde z nich ma swój własny rytm jedzenia co niestety wpływa na to,że posiłki jemy w różnych porach.
    Mamy własny warzywnik, który pomógł też w poznawaniu nowych smaków.
    Nie poddawać się!!!
    Pozdrawiam
    Justyna

    OdpowiedzUsuń