Jak przerobiłam listopadową dynie w Świąteczną dekorację stołu ---> DIY<---

Dzisiejszy dzień skoczył najwyżej w notowaniach na najbardziej magiczny dzień. Tyle dziś było slow life świątecznego, uciechy, sympatycznych gestów i pracy. Taki dzień co to go się wspomina później, choć nic szczególnego się nie wydarzyło.

Kilka miłych mejli na dzień dobry, kilka słów uznania. Propozycja współpracy, pozdrowienia z daleka. Nowy przepis, nowa inspiracja. Kawa taka pyszna, słodka. Potem praca codzienna, ta którą kocham, ta która cieszy najbardziej. Pakowanie paczek dla Was, sesja produktowa, sesja blogowa. Strojenie domu na Święta.
Codzienność ale jaka fajna.

Około południa wpadł mi do głowy pomysł. Z realizacją nie zwlekałam ani chwili. W rogu pokoju stały dwie wielkie dynie jeszcze z listopada. Pomarańczowe takie, jakoś tak przestały pasować do Bożonarodzeniowych ozdób. Uwielbiam placki z dyni i zupę, ale nie cierpię dyni kroić.
Jedną zostawiłam na blacie kuchennym, może Śmietankowy zlituje się nad nią. Drugą zaniosłam do pracowni czyniąc z nią nieprzyzwoite rzeczy.
Taki szybciutki projekt DIY na świąteczny stół. 

Pomalowałam ją na biało, obkleiłam techniką serwetkową-decoupage, polakierowałam. 
Ot wszystko.  

Stoi teraz taka dumna na środku stołu i nic a nic dyni nie przypomina. Stroszy się i udaje wielką bombkę. A niech ma swoje pięć minut w te nie jej przecież święta. 

Wcześniej dziś Śmietaneczkę odebraliśmy, za dnia chcieliśmy jeszcze po choinkę jechać. Jak bardzo mnie cieszył widok tych iskierek podniecenia w małych oczkach córki. Tupała nóżkami, podskakiwała, chodziła, wybierała. W efekcie mamy dwie choinki. Tak najmłodsza zdecydowała.

I noc już na zewnątrz, zimno, śnieżnie a my znów rozpalamy w kozie. Pstrykamy lampki, palimy świece.
Te z naturalnego wosku pszczelego Natural Bee pachną obłędnie. Idealnie na ten czas. Mają bawełniany knot, palą się trzy razy dłużej niż te z parafiny. Nie zawierają olejków eterycznych, pachną miodem. Co  bardzo ważne dla naszej Śmietaneczki mają korzystne działanie na górne drogi oddechowe. Coś jest w tym zapachu co pamiętam z dzieciństwa, kiedy jeszcze babcia żyła. Wzruszam się, rozpalam wszystkie na raz.

Zaparzam czarną herbatę siadam do komputera. Znów praca, ale ta która przynosi ciepło w serduchu. Obrabiam zdjęcia, zerkając na Śmietanków ubierających choinkę. Patrzę na Zu, która przypięła sobie włosy Elzy i robi piruety na środku salonu. Piorun za oknem podgląda, co się tu u nas wyczynia.

I pięknie tak teraz w Śmietankowym Domu. Świętować możemy.
Pierniki i choinka gotowe. Dekoracja stołu na swoim miejscu. Prezenty pod łóżkiem schowane. Cieszę się tym co mam, cieszę się tymi chwilami, najcenniejszymi takimi. Dbam najmocniej jak potrafię o ognisko domowe, o tradycję, rodzinę naszą. Ciepło mi tak w serduchu dzisiaj. 

Składam Wam kochani czytelnicy najserdeczniejsza życzenia Świąteczne. Zdrowia, szczęścia. Łapcie ten czas z rodziną, łapcie te świąteczne chwile. W Nowym Roku życzę pomyślności, spełnienia tego co nie spełnione.


















 

Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

1 komentarz:

  1. To prawda, że takie zwyczajne, proste dni się wspomina, jak zaczyna robić się źle. Ozdoba super, nigdy w życiu bym w niej dyni nie rozpoznała.

    OdpowiedzUsuń