Nasze rodzinne rytuały

Zachwycam się tą złotą polską jesienią. Kolorowe liście, i ciepłe słońce tak cieszą każdego dnia. Miło jest włożyć jeszcze trampki i letnią kurtkę. Miło jest nie musieć czapy naciągać na uszy i parasola trzymać nad głową. Dobrze mi tak, jak do jadalni wpadają jasne promienie. Miło jest do przedszkola iść i zbierać liście. 


Pamiętam taką jesień z dzieciństwa. Na kasztany z tatą na Powązki chodziłam. Z mamą do parku Saskiego bukiety z liści robić.

Dziś kiedy jestem mamą, każdą porę roku chciałabym celebrować ze Śmietaneczką tak, by wiedziała co - kiedy. Taka tradycja rodzinna.
Latem zbieramy bukiety polnych kwiatów, wiosną jeździmy na targ po warzywa, jajka na Wielkanoc malujemy, zimą na sankach ciągniętych przez Pioruna jeździmy.Pieczemy pierniki. Jesienią robimy bukiety kolorowe i wycinamy lampiony z dyni.  

Takie przemijanie i powtarzalność czynności daje mi poczucie bezpieczeństwa, sygnalizuje kolejny przebyty rok w naszym 
Śmietankowym Domu.

Ja mam takie wspomnienia z dzieciństwa. Chciałabym tą "systematyczność" powielić w wychowaniu Zu.
Dlatego codziennie czytamy Zuzi bajki na dobranoc. 
Codziennie je kolację z jednym z nas przy stole.
Codziennie ma swój  czas na dobranockę.
Codziennie musi poćwiczyć szlaczki.

Gdy  tylko mogę, pomaga mi w kuchni lub Śmietankowemu mężowi w pracach na podwórku. Liczę na to, że ten ogrom pracy, miłości i poświęcenia - doceni lub chociaż miło będzie wspominać gdy będzie już dorosła.

Odkąd mieszkamy na wsi, tradycją są również weekendowe spacery z Piorunem.
Gdy tylko pogoda pozwala jedziemy do pobliskiego lasu, poganiać za patykiem. W tym naszym rodzinnym spacerze każdy ma swoją rolą, ma swoje zajęcie. Śmietankowy głównie skupia się na psie. Patyki fruwają nam nad głowami. Ostatnio Rumcajs (nowa ksywa Śmietankowego nadana przez naszą czytelniczkę) grzyby zbiera i...o zgrozo...wrzuca je napotkanym Panią do  koszyków (bo my to mamy już w słoikach porobione od teściowej).
Ja wdycham powietrze, robię zdjęcia. Często mi się mokro w nosie robi, tyle szczęścia daje ten zwykły spacer w czwórkę. Wzruszam się.
Śmietaneczka chłonie las na swój sposób.  Zbiera kamienie, wynajduje patyk i rysuje nam linie po której mamy iść 
(Piorun nie stosuje się do poleceń)
, niszczy purchawki, ogląda żuki i mrówki.

I nadszedł ostatnio piękny złocisty weekend. Ciepło jak wiosną się zrobiło. Kolorowe liście całe podwórko usłały. Wiatr ciepły omiatał nam policzki. Pojechaliśmy znów do lasu.
Cudowny spacer.













Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

1 komentarz: