Śmietankowa firma - trochę szczerości

Ile to się nasłuchałam, że trzeba inwestować. Ile to się nasłuchałam, że nie można po kosztach sprzedawać i że w ogóle się nie cenię. Usłyszałam też kpiny, że oddać za darmo bym chciała wszystko. 
Słowa te wówczas bolały, czułam się niedoceniona, byle jaka.

Dziś kiedy musiałam wrócić na etat, właśnie dlatego, że się nie ceniłam przytakuję Śmietankowemu mężowi. Miał rację.

   Przykładowo malowałam mebel kupiony za x. Dodawałam do tego cenę za farbę, wosk, papiery ścierne (zapominając o robociźnie). Potem  opuszczałam cenę, bo miałam przekonanie, że jeśli mnie nie stać na zakup , to nikt tego nie kupi( a ja to sknera jestem przeokropna). W efekcie rzecz się sprzedawała w ciągu chwili, ja byłam na zero albo na minusie i brałam się za kolejny projekt. Interes życia powiadam.

Bez sensu.

Prawdziwym hitem były zeszłoroczne Święta gdzie miałam zamówienie na 20 herbaciarek. Po nocach je malowałam, świtem je kleiłam a to wszystko za mniej niż 10zł za sztukę.

Mam nauczkę. I to jaką.

Ale ale...po to się tak wywnętrzam teraz i uczciwie mówię co młoda biznes women odwaliła, aby Wam powiedzieć że walczę dalej. Nie chodzi też o to, że nagle pudełko na chusteczki będzie w cenie samochodu, ale mam plan skupienia się na większych projektach. 
Chodzi o malowanie mebli.
Ostatnio mam sporo zamówień, ledwo się wyrabiam.
A za zarobione pieniążki wreszcie będę mogła kupić sobie coś więcej niż waciki.

Co mnie do tego zmotywowało.
ŚMIETANKOWY!!!!

Na dwa tygodnie w garażu zniknął. Niby wiedziałam, że szykuje się wielki projekt, niby wiedziałam z czego on będzie, ale nie przypuszczałam, że będę przez dwa dni przecierać oczy i zbierać szczękę z podłogi.

Początkowo  fochałam się, że znów wydał kasę, że pojechał po jakieś drewno nie wiadomo na co, że kupił  sprzęt o którym nawet nie wiedziałam, że istnieje takowy.

Śmietankowy mąż od zawsze się cenił. Nigdy nie kupił butów czy kurki za 30zł. Nigdy nie zabierał się do projektu bez potrzebnych sprzętów (nawet jeśli musiał w nie zainwestować). Nigdy, ale to przenigdy nie zrobił projektu za bezcen. 

I co....

I zrobił zamówienie specjalne dla klientki i nawet piniąc z tego będzie i może wreszcie wyjdziemy na plus i śmietankowa firma wreszcie zacznie działać tak jak powinna.
Nie jestem dobra w marketingu i reklamie, ale czas nauczył mnie szacunku do swojej pracy do mojego/naszego rękodzieła. Nauczyłam się być asertywna, wyceniać własne projekty. 
Nauczyłam się konsekwencji w działaniu. 
Tak to jest, że młody przedsiębiorca popełnia błędy. Skoczyłam na głęboką wodę, bez planu z 2 latkiem na rękach i myślałam, że wszystko pójdzie samo tak jak oczekiwałam.
A figa z makiem.

Teraz gdy mijają dwa lata firmy wiem, że szłam w złym kierunku. Skupiałam się nie na tym na czym powinnam. Teraz gdy Śmietankowy dołączył do zespołu i przejmuje pałeczkę dyrektora artystycznego myślę, że to właściwa osoba na właściwym miejscu.
Ja Matka Teresa wszystko oddawałam za free,on pięścią wali w stół i mówi
"niech leży, jeść nie woła. Ktoś to zauważy i kupi" 

I czekam na ten dzień kiedy wstaniemy rano, napijemy się kawy i znikniemy w swoich pracowniach. W południe wypijemy kolejną kawę opowiemy sobie o swoich projektach, o spakowanych paczkach, o inspiracjach, które wdrażamy w życie. Będziemy sobie oboje pracować w domu i życie się jakoś tak poukłada sensownie.
Jestem dziś pełna optymizmu. 

A teraz wielka premiera.
Zobaczcie co powstało ze 100 letnich belek ze starej stodoły oraz drewna dębowego. Wszystko pięknie zaolejowane.
Aż mi szkoda się rozstawać z tym przepięknym meblem.




















Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

10 komentarzy:

  1. Nie mogę oderwać wzroku od drewnianego blatu mebla. Piękne drewno!
    Trzymam kciuki za sukces.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapłaciłaś frycowe, jednak to doświadczenie jest dla Ciebie nauczką.
    Życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. My młode bizneswomen mamy prawo popełniać błędy, wyciągać z nich wnioski i uczyć się w ten sposób. Gratuluję samozaparcia i życzę sukcesów w dalszych działaniach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cuuuuudooooo!!!! Życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. ekstra mebelek ! powodzenia z kolejnymi i piątka dla dyrektora za odwagę i asertywność!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. piękny mebel, z duszą, widzę że również uwielbiasz nawłoć, ja mam w kazdym pokoju dzban wypelniony tą byliną, uwielbiam ten kontrast, zieleń przebarwionażółcią na tle szarej ściany

    OdpowiedzUsuń
  8. Ławka jest przepiękna :) powodzenia, oby się wszystko poukładało po Twojej myśli. Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam szczerze, że czytając Twój post i komentarze pod nim poczułam się lepiej :) Widzę, że nie tylko ja skoczyłam na głęboką wodę samodzielnej działalności gospodarczej i nie tylko ja popełniłam całą masę błędów ;) Najważniejsze jest to, żeby wyciągnąć wnioski i nie popełniać tych samych błędów. Super, że mimo wszystko udało Ci się przetrwać i działasz dalej :) Trzymam kciuki za dalszy rozwój :) A mebelek wyszedł fantastycznie! Cudo! :)

    OdpowiedzUsuń