Góralska gościnność Jooo

Bo bez ludzi nie ma nic....
Mógłby być to zwykły wyjazd, oderwanie się od codzienności. Moglibyśmy popatrzeć na góry, pooddychać świeżym powietrzem, połazić tu i tam. 
Było by miło nie wątpię. 
Jednak to Kasia i Krzysiek zaczarowali ten wyjazd. Chyba nigdy nie spotkaliśmy się z taką serdecznością od "obcych" ludzi. Nie było zwyczajnie, było mega-super-hiper.

Ale od początku...

Śmietankowa rodzinka została zaproszona na weekendowy odpoczynek do Murzasichla. Zamierzaliśmy pokazać Śmietaneczce góry, ale nie byliśmy pewni, czy to już w tym roku nastąpi.
Pamiętacie zeszłoroczny post o tym, że wakacji nie będzie?
Przeczytajcie go TU

W tym roku też miało nie być wakacji. Tyle jest rzeczy do zrobienia w Śmietankowym Domu. Tarasy, tynki zewnętrze- lista się nie kończy.

Kiedy

otworzyły przed nami swe góralskie progi, było nam strasznie miło. 
Bardzo cieszyliśmy się na ten wyjazd. Oj chyba miesiąc przebierałam nogami. Kiedy Kasia wstawiała na instagramowy profil co rusz nowe posty, nie mogłam się doczekać basenu, relaksu, pokoju, placu zabaw, a przede wszystkim tego co miałam zobaczyć z okna naszego pokoiku.


 Podróż była długa, zakopianka zakorkowana i w przebudowie. Kiedy weszłam na recepcję domu wczasowego....nie było już ani zmęczenia, ani poddenerwowania. Obściskana, obcałowana zostałam od progu (uwielbiam). Wygłupy i żarty  bez końca. 
Kasia chciała pokazać mi pokój a ja rozstać się z nią nie mogłam. Czułam, że będzie nam tu dobrze. Nie sądziłam jednak, że aż tak.

Na wstępie zostaliśmy też poinformowani że...
czeka na nas niespodzianka.
Przejażdżka po okolicy bryczką.

Śmietaneczka miała iskierki w oczach przez 15 minut podróży konikami po Murzasichlu...potem usnęła w moich ramionach. 
Przejażdżka była tym fajniejsza, że Janusz (o nim też już legendy krążą)opowiedział nam o Murzasichlu, o historii i o sobie. Barwnych opowieści góralskich nie było końca.
CZAD!

Samo miejsce bardzo fajne. Miejscowość przeurocza z widokami od których zbieramy szczęki z podłogi do dziś. Pamiętam jak w sobotę otworzyłam rano okno i zatkało mnie. Te szczyty, te łęki te ...krowy!!!

Sam dom fajny. Miał dosłownie wszystko co mieć powinien. Pokoje o dobrym standardzie z łazienkami, na każdym piętrze część kuchenna z lodówką i zastawą stołową. Aneks kuchenny do przyrządzania posiłków, stołówka, bawialnia, część otwarta ze stolikami przy bawialni i tv. W podziemiach atrakcje dla dorosłych...nie nie drodzy tatusiowie GO-GO tam nie ma, ale jest bilard, piłkarzyki i ping-pong.

No i prawdziwa rewelacja basen na tarasie z podgrzewaną wodą, leżaczki, plac zabaw i boisko. Chyba ta część zważywszy na 2 dni pięknej pogody cieszyła się największym powodzeniem wśród gości.

Bardzo mi się podobał też góralski budyneczek na urządzanie mini imprez rodzinnych (szkoda że tak daleko bo idealna miejscówka na komunię Śmietaneczki). Gospodarze oferują w tym pomieszczeniu również salę szkoleniową. Odbywają się tam spotkania integracyjne dla firm.

Generalnie Dom Wczasowy Weronika to miejsce na 6+ pod względem

- rodzinnych wyjazdów
- imprez rodzinnych
-spotkań biznesowych
- wyjazdów integracyjnych
- imprez firmowych

I wiecie co to miejsce prowadzone jest z pasją. Gospodarze włączają motorek wczesnym rankiem i jak mróweczki ogarniają wszystko.  Wiecie co? Oni się cały czas uśmiechają!!!!!
Ja nie znam drugich takich!!! 
Wieczorem mieli jeszcze z nami siły i chęci na winko i ubaw po pachy.

Wybieramy się tam znów jesienią, a potem na ferie zimowe.
Nie możemy się doczekać.

Zajrzyjcie na stonkę 
Pokoje Gościnne Weronika, zobaczcie góralską salę, zdjęcia z lotu ptaka i ofertę gospodarzy.


































Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

1 komentarz:

  1. Urocze miejsce 😊 Już pstanowiłam że wykorzystamy to miejsce na przyszłoroczny urlop. Już się "palę" na wyjazd... 😊😊😊😍😍😍 Super 👍👍👍

    OdpowiedzUsuń