Zwolnić chcę.

A gdyby tak jeść takie śniadania codziennie, gdyby powolnie smarować kromkę chleba razowego masłem. Gdyby tak kroić pomidora niespiesznie, mleko dolewać do kawy po kropelce. Gdyby mój zwariowany świat mógł troszkę zwolnić.

Wszystko tak za szybko. Dopiero się wprowadziliśmy, dopiero przestało być czuć zapach farby i tynku, a już pół roku za nami. Na oknach wciąż ślady po kleju, nie wszędzie jest fuga między płytkami. 
Stres towarzyszył nam przy przeprowadzce. Trzeba było na szybko bo Zu miała iść tu na wsi do przedszkola, bo zapowiedział się magazyn Moje Mieszkanie. Myśleliśmy, że potem zwolnimy. Zaszyjemy się w tych czterech ścianach i zaczniemy żyć. Sprawy się mocno skomplikowały, nie o wszystkim mogę Wam napisać. 

Własna firma to wyzwanie, to praca 24 godziny na dobę to przeogromny stres. Czy starczy na Zus, przedszkole, jedzenie? Podjęłam taką decyzję i trzymam się jej...jeszcze. 
Na karku kredyt, nieotynkowany dom, brak tarasów i ganku. Wymagania banku są zawsze jeden krok za nami. 

Staramy się aby ten
miał towar różnorodny. Chcemy, aby było dużo drewna. Powoli widać która część prac jest śmietankowej a która śmietankowego. Każdy znaleźć powinien tu coś dla siebie. I promocje robimy, i nowości się pojawiają.
Kilka miesięcy to nie miarodajny okres do powiedzenie czy to dalej pójdzie.
Wciąż mamy nadzieję. Wciąż walczymy.
Nie wiele czasu już zostało, więc chodzimy poddenerwowani. Gonimy za kolejnymi projektami, drewnem, klejem. Własny ogon gonimy.
Cudujemy trochę, sprzeczamy się, oskarżamy jedno-drugie.

Chcieliśmy tylko marzenia spełnić...

I gdyby tak można było wolniej, spokojniej żyć, niespiesznie mieszać łyżką w kubeczku, miód wolniutko rozsmarowywać na kanapce. Gdyby można było się tak nie wczuwać, nie przejmować, nie martwić tym, co będzie za dzień, dwa. Gdyby tak można było pół dnia poświęcić na pracę a drugie pół na krojenie sałatek, gotowanie rosołu, pieczenie babeczek. Czy marzenia o kawie na tarasie, o małym ogródku za domem, spełnią się tej wiosny?
Czy kupię wymarzony rower i na targ będę w sobotę pedałować, czy naszych wyjść na basen ze Śmietaneczką nie będzie trzeba ograniczyć.
Tyle pytań wciąż sobie zadaję.
A może powinnam wyluzować, popukać się w czoło i nie myśleć tyle o problemach. Może się samo rozwiąże wszystko.
Los zawsze ma coś dla mnie za zakrętem.
----------------------------

Zapraszam Was dziś na śniadanie, z nowymi deskami.
Śmietankowymi deskami.
Są już w sklepie.












Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

6 komentarzy:

  1. Bardzo smakowicie :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny widok za oknem, choć nie ukrywam, że chce mi się już wiosny...Trzymam kciuki za sklep, jestem przecież jego stałą klientką. Podoba mi się, że mogę tu kupić za niewygórowaną cenę naprawdę oryginalne przedmioty, a ta szufladka, którą nabyłam ostatnio, jest bardzo piękna i wyjątkowo ociepla wnętrze. A tak poza tym, trochę prywaty, czy uda mi się kiedyś wypić kawę na tej werandzie? M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepszym rozwiązaniem na twoje rozterki to zabranie sie za konkretną robotę, dojazdy do pracy i wtedy nie bedzie miejsca na rozmyslanie o powolnym smarowaniu miodu na chlebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam te anonimowe komentarze... :-) Brak słów...

      A Tobie Kochana życzę wytrwałości. Wiem, ze czasem jest ciężko, że stres, ale WARTO. Spróbuj na chwilę zwolnić, naładować akumulatory i dalej spełniaj swoje marzenia :)

      Usuń
  4. Powinnaś wyluzować, popukać się w czoło i nie myśleć tyle o problemach. Może się samo rozwiąże wszystko. -to moje zdanie.

    ps. najważniejsze że moje parapety nadal sa na miejscu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. życzę Ci tego, żeby Wasze marzenia spełniły się. Wierzę, że życie przynosi nam różne, niespodziewane możliwości - nigdy nie wiadomo, co czai się za zakrętem. Wytrwałości i wiary! Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń