Ściana telewizyjna.

Każdy kącik dopieszczam. Ustawiam, przestawiam aranżuję. Chciałabym aby już wszystko było na tip top. Marudzę, że kontakty nie obsadzone, że kable na wierzchu straszą. Żarówki rażą po oczach, folia na oknach nie chce się oderwać w niektórych miejscach. Najgorsze są szyby z plamami po klejach, nie sposób ich doszorować.

Choć marudzę troszkę, to jestem u siebie. Pomalutku stawiamy kroczki ku kolejnym etapom. Myślimy, liczymy, szukamy rozwiązań. Czasem jest nerwowo a czasem śmiesznie. Śmieję się, bo gdy chcę włączyć lampy nad stołem wciskam światło na korytarz, kiedy zapalam kuchnię włącza się lampa nad stołem. Nie jest to błąd elektryka tylko moja skleroza, co jest gdzie. Nigdy wcześniej nie miałam tylu włączników. Nerwowo jest wtedy kiedy brak kasy, wiadomo. Tyle rzeczy chciało by się już dokończyć. Drażni mnie łazienka. Miała być moim domowym SPA, miejscem ukojenia nerwów, oazą spokoju. Będzie, może za jakiś czas. Na razie straszy tynk, kable i sufit który jest stropem jednocześnie. 




Jest takie miejsce w którym czuję się najlepiej. Salon i jadalnia. Choć też nie skończone, przypominają już ognisko domowe. Wchodząc doń nikt nie ma wątpliwości jakie jest przeznaczenie tych pomieszczeń.

W jadalni co rano o 8.30 jem ze Śmietankowym śniadanie. Czasem nie odzywamy się w ogóle (ciche dni), czasem ustalamy plan działania. Godzinę wcześniej w salonie przy stoliczku kawowym Śmietaneczka je śniadanie.

Na wielkiej kanapie przywiezionej jeszcze z poprzedniego mieszkania, oglądamy wieczorne filmy, pijemy popołudniową kawę. Na niej śpią goście.

Przestrzeń podłogi między  salonem a jadalnią to istny plac zabaw. To tu najczęściej można nadepnąć na Lego, potknąć się o osiołka, przykleić się do ciastoliny.

Z mebli które przywieźliśmy ze starego domu mamy w salonie półkę pod telewizor. Myślę jak ją zmienić, bo kole mnie w oczy. Powiecie:
"zła nie jest", "a no nie jest"- odpowiem, ale ja widzę w jej miejsce coś z antyków, coś w innym stylu, w innym kolorze.

Mój Śmietankowy Dom, choć nowy, chciałabym aby był stary. Stawiam więc kanki, wygrzebuję rupiecie.

A Tak powstawała ściana telewizyjna.
Kolor jest przecudowny. Pasuje idealnie do mojej koncepcji, do starej kanapy i do nowego domu.
Uniwersalny można by rzec.











Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

5 komentarzy:

  1. Super dodatki tam zgarnęłaś. Kolor faktycznie uniwersalny, świetne tło.

    OdpowiedzUsuń
  2. komoda pod TV jest ciekawa, ale faktycznie (z tego, co widzę na innych zdjęciach domowych) średnio pasuje do Waszego nowego domu... ja ostatnio zakochałam się w meblach na wysokich nóżkach w stylu lat 60-tych lub wręcz zawieszonych na ścianie (ułatwione sprzątanie ;)). pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, jestem przekonana, że z czasem znajdziesz te wszystkie cacuszka i meble z duszą, które właściwie tylko na Ciebie czekają :-) Fajnie, że się urządzacie (i że macie kanapę dla gości też! :-), domyślam się, że nie zawsze jest lekko, że fajnie by było, gdyby już było tak, jak sobie wymarzyłaś, ale wiem też, że długi proces urządzania wnętrza daje najlepsze efekty.. Trzymam kciuki za Ciebie! Uściski i.. do zobaczenia :-) Jupi!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podoba w Twoim Śmietankowym Domu. Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz, ja też przytargałam ze starego domu do nowego starą szafkę rtv i komodę i to w kolorze Wenge...br...i co? i ją okleiliśmy na kilka miesięcy biała okleiną i zmieniliśmy uchwyty żeby nas tak w oczy nie raziło...Aż nadszedł czas, kiedy mogliśmy kupić nową szafkę i komodę;)Czekaliśmy jakieś 3 - 4 mieś. niby to mało, ale dla nas było to wiecznością...W każdym razie straciliśmy na renowację jakieś 5o zł. może...a efekt był całkiem, całkiem ok;)

    OdpowiedzUsuń