Pierwszy miesiąc pracy bez śmietaneczkowego krasnala

No to zobaczyłam jak to jest, przekonałam się trochę, poznałam swoje możliwości. Wiem co muszę zrobić w kolejnych miesiącach aby było lepiej. Cieszę się, że Śmietaneczka tak dzielnie poszła do przedszkola a ja zaczęłam pracę na pełen etat. Wiele rzeczy mnie zaskoczyło, kilka odpuściłam, o niektórych zapomniałam.

Pamiętacie moje plany wrześniowe
(Jeśli nie zapraszam -----> TU

Co udało się zrealizować:

Śmietankowa pracownia wzięła udział w Janowym Targu w Mińsku Mazowieckim jako wystawca. Do tego typu imprez podchodziłam zawsze z dystansem. Nie do końca wierzyłam w to iż moje produkty flagowe, będą się cieszyć zainteresowaniem. Dziś potwierdziło mi się to. Mam wrażenie że klient jarmarkowy to osoba szukająca sztyków, patyków, lodów, chleba ze smalcem oraz nalewek (Pani ze stoiska obok miała niezły utarg).
 Dziś jestem bogatsza o to doświadczenie, a jedyne kiermasze w których będę brała udział to te przed Świętami.

 Udało mi się zrealizować projekt w szkole w Cisiu - szkole, która mieści się 500 metrów od mojego domu, do której do odziału przedszkolnego dzielnie maszeruje Zuzanka.
 Dostałam we władanie wielką tablicę dekoracyjną, gdzie mogę wyżywać się artystycznie tworząc dekoracje sezonowe. Prawdopodobnie ruszą też zajęcia kreatywne, mojego autorstwa,dla dzieci.

Z przykrością przyznaję, że nie udało mi się znaleźć czasu na zmianę dekoracji w kwiaciarni FloverPower oraz poprowadzić w Przetwórni warsztatów.


Dziś mnie naszło na przemyślenia.Przemyślenia takie związane z pracę. Jak wiecie dałam sobie czas do grudnia 2017 na rozkręcenie z przytupem śmietankowej działalności. Jeśli nie uda się, trudno...próbowałam. 
Ale przecież nie może się nie udać. 
Pomożecie?

Wiem, że praca w domu to wyzwanie. Trzeba nauczyć się dyscypliny.
 Gdy odprowadzę Zuzię do przedszkola wydawać by się mogło że mam już do 15h czas tylko na pracę.
Jedząc śniadanie myślę nad zdjęciami na fp, potem realizuję te myśli popijając herbatę. Idę malować szkatułkę, praca wre. Wtem widzę plamę na podłodze. Idę po ścierkę. Zmywam. Dostrzegam kolejną. Wzdycham. Odkładam robotę i wytaszczam z garażu odkurzacz budowlany. Po 30 minutach dom nie ma piasku, plamy nadal są. Po kolejnych 30 minutach podłoga jest czysta. Wracam do szkatułki. Idę umyć pędzel o którym wcześniej zapomniałam i trochę wysechł. Myję go nad wanną. Wanna też nie świeci bielą. Wstrząsam piankę do szorowania armatur i jadę na ścierce. 
Południe. Czas na kawę.
Piję kawę przeglądam blogi.

Wracam do szkatułki. Skupiam się na niej, cisnę czas jak cytrynę.
Gotowa.

Sięgam po domki. Miałam przecież w planach dziś 6 sztuk do ozdobienia. Rozkładam  wszystkie potrzebne przybory i nagle, zerkam przypadkiem na zagarek. 15.15!!!
Nie dość że jestem spóźniona po Śmietaneczkę, to nie ma obiadu gotowego.

Wracamy w podskokach z przedszkola, śpiewamy rypcium pypcium.
Obiacywałam sobie i Zuzi, że jak pójdzie do przedszkola, to skończy się przeganianie jej, teksty "idź się pobaw", "nie marudź". 
Ten czas po przedszkolu miał być dla niej.

Rysujemy, gotujemy obiad dla lalek z ciastoliny, godzina, dwie.
Już mnie nosi. Już gdzieś z tyłu głowy wołają mnie te domki.
Gdzieś między kolacją a czytaniem bajek wymykam się do pracowni. 
Próbuję nadgonić czas. 

"maaaamoooo, wjonsis mi piosenki o pani co stsiela do potworów" 

WTF ???

Odrywam się od pracy. Idę do laptopa, bo młoda przecież nie da spokoju. Wpisuję frazy w google. Nic mi nie wyskakuje z kategorii piosenek dla dzieci.
Nagle gdzieś w przestrzeniach You Tube pojawia się podpowiedź.
Ariana Grnade - break free
TOOOO!!!! krzyczy Zuzanna a ja zbieram szczękę z podłogi!

I tak kolejny dzień dobiega końca a ja mam wrażenie że nie zrobiłam nic. Co mi z tej umytej podłogi i wanny jak na koncie firmowym  pustki.

Koniec miesiąca to dobry moment aby stworzyć listę zadań na kolejne tygodnie. Wyznaczyć priorytety, spróbować intensywniej pracować. 
Domowe sprawunki załatwiać po 16h, do porządków, angażować Śmietaneczkę.

Śmietankowa firma musi przetrwać. 
Tymczasem dziś między zupą z dyni zrobiłam porządki na moim biurku. 
Pierwotnie stało w sypialni i pięknie wyglądało. Teraz jest też funkcjonalne. Stoi w pracowni. 








                               Od Sandrynki dostałam pudełko




Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

9 komentarzy:

  1. Kochana piszesz wspaniale ;) lubię czytać twoje przemyślenia. A co do pracowni i twojej firmy, no nie ma, że nie przetrwa ;) Musi i już. Ja już niedługo zgłoszę się po domki, bo pokój mojego męża miał być skończony już dawno, niestety tak się ciągnie ten czas i fachowiec od witryny. Powodzenia, siły i mnóstwa zamówień życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. haha, któż z nas tak nie ma?! ja mam wrażenie że o wiele więcej miałam czasu, kiedy miałam 8godzinny etat :P
    fajny kącik stworzyłaś, a i cieszę się bardzo, że pudełko się przydało <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj w klubie! Czas jakoś nie chce się rozciągać,a my nie chcemy odpuścić. Wszystko ma być w domu, jak za czasów, kiedy nie było Śmietankowego Domu i eMTePLACE. Jeśli my nie przetrwamy, to na rynku zostaną same Chińczyki. Nie mamy zatem wyboru. Musimy jeszcze uratować świat przed tandetą 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj w klubie! Czas jakoś nie chce się rozciągać,a my nie chcemy odpuścić. Wszystko ma być w domu, jak za czasów, kiedy nie było Śmietankowego Domu i eMTePLACE. Jeśli my nie przetrwamy, to na rynku zostaną same Chińczyki. Nie mamy zatem wyboru. Musimy jeszcze uratować świat przed tandetą 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlatego ja w pewnym momencie wyniosłam się z domu z pracą (co nie znaczy że w domu nie pracuję).

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki, na pewno się uda!

    buźka *_*

    OdpowiedzUsuń
  7. ooo jakbym siebie widziala, praca 98 godzin w biurze, potem z jezykiem na brodzie do domciu z siatami, obiad, gary itp...dzieci mycie bajka,prasowanie...caly dzien myslslam o tym jak usiade i zaczne czarowac te moje lale a tu nic.w kazdy wekend obiecuje sobie ze nadgonie..a tu te plamy na wannie, piach na podlodze a i okna dawno nie myte..prawdziwe zycie matki na dwoch etatach:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem ciężko jest, mam jednak nadzieję, że uda Ci się rozbujać śmietankowy biznes, i to tak konkretnie;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie to prawdziwe co piszesz. Życzę Ci wolniej biegnącego czasu i trzymam kciuki za pracownię!

    OdpowiedzUsuń