Warszawianka za dychę

Urodziłam się na Warmii. Mając zaledwie 3 tygodnie byłam już Warszawianką. Początkowo mieszkałam na Woli, w tym samym miejscu, gdzie mieszkam obecnie. Zatoczyłam krąg po całej Warszawie, aby w wieku 31 lat spakować się i uciec na wieś.

Było Śródmieście Warszawy, stary powojenny blok, była 14 metrowa kawalerka na Woli. Mieszkałam  w 10-piętrowcu na Żoliborzu w szarym blokowisku. Kilka lat spędziłam na Bielanach przy szumie ulicy takim, że balkonu nie dało się otworzyć. 
Kiedy Śmietankowy mąż przeprowadził się do mnie do stolicy, zamieszkaliśmy na wynajmie na Bemowie (mieliśmy wtedy po 20 lat). Los rzucił nas potem i do Łomianek i do Ząbek by znów wylądować w Śródmieściu. Dokładnie w tym samym mieszkaniu z którego z mamą wyprowadziłyśmy się 27 lat temu. 
Minęło 6 lat i pakujemy znów walizki. Ba! nie tylko walizki ale i kartony, wory i pudła. Odkąd w prezencie ślubnym dostaliśmy grunt, wiedzieliśmy że pobudujemy dom. Nie wiedzieliśmy tylko kiedy i...za co.

Małymi kroczkami i ciężką pracą zbliżaliśmy się do spełnienia marzeń.
Dom stoi, jeszcze nie nadaje się do zamieszkania.  Spieszy się nam i nie zważając na nic ("NIC" czytaj jako brak kuchni, łazienki)za 26 dni przeprowadzamy się.

Wygoda mieszkania w mieście, gdzie wszędzie bliziutko zapewne nie raz jeszcze mi się przypomni. Jednak wieś i własny dom ma tyle plusów, że uśmiecham się na samą myśl o nich. Śniadania na tarasie, grillowanie z przyjaciółmi (tak tak, jeśli to czytacie do dobrze, bo mimo, że nie mam dla Was czasu nie zapomniałam, to o WAS chodzi) , lepienie bałwana zimą, ubieranie ogromnej choinki na cały salon a nie tylko gałązki jodłowej. Imprezy rodzinne nie na dwie, lecz na 20 osób.

Śmietankowego Domu jeszcze Wam nie pokażę. Za to okolicę zobaczycie. Jestem zachwycona, bo mimo, że ziemia była z góry nam wybrana okazała się świetną lokalizacją. 15 min spacerkiem mam na stację PKP i do sklepu, 5 min do szkoły/przedszkola Śmietaneczki, 30 min pociągiem do centrum Warszawy. Okolica obfituje nie tylko w pola, lasy, rzeczkę, ale i w ciekawe trasy rowerowe oraz stare domy, którym od dawna chciałam zrobić zdjęcia. Mam jeszcze kilka innych starych gospodarstw na oku, na które zamierzam z Sandrynką napaść, ale to już temat na innego posta.

Zapraszam Was na przejażdżkę po okolicy. 














Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

10 komentarzy:

  1. O! To ja po 7 latach mieszkania w okolicy nie znam tamtej strony torów. Już mi wstyd. Kibicuję przeprowadzce.

    OdpowiedzUsuń
  2. O! To ja po 7 latach mieszkania w okolicy nie znam tamtej strony torów. Już mi wstyd. Kibicuję przeprowadzce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie będzie :) Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja zaliczyłam kilka poważnych przeprowadzek ;) Widzisz, Ty urodzona na Warmii i do stolicy Cię posłało ;) Ja urodziłam się w Głuchołazach (miasto graniczne z Czechami) a mieszkam na Mazurach (chociaż aktualnie ponoć między Warmią a Mazurami). Wychowałam się na Mazurach, potem po ślubie wywiało mnie na Warmię, a teraz niby wróciłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę! Coraz bardziej mnie interesujesz...najpierw ta Warmia, teraz Ciocia Grażynka...mhhh?

      Usuń
  4. Dom się zapełni z czasem, a najważniejsze, by była w nim miłość, spokój i szczęście:) Życzę Wam tego z całego serca. A na wsi można odetchnąć, uspokoić się i spojrzeć takim dobrym okiem na wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah miło czytać takie komentarze! Aniu, dziękuję!

      Usuń
  5. Ja od urodzenia mieszkam na wsi, w mieście pracuję, ale nie chviałabym w nim mieszkać. Pomimo tego że wszędzie blisko, to jednak "wiejska" cisza bardziej mi odpowiada:)
    ps dziękuję za śliczne domki i te drewniane i te szydełkowe:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja od dwóch miesięcy mieszkam na swoim, czyt.w kawalerce z ogródkiem i wreszcie czuję się jak u siebie, mam miejsce do relaksu, jak chcę to idę nad wodę, albo jadę rowerem w trasę i czuję się cudownie.Nawet nie śnię o domu, wystarczą mi te cztery ściany co mam i też jak się wprowadzaliśmy to nie było kuchni, tylko łazienka i materac, ale teraz już coraz więcej rzeczy przybywa i widać, że to mieszkanie i to nie takie sobie tylko takie z moich marzeń :-) Jesteśmy dowodem na to, że marzenia się spełniają.Czasami ktoś pomoże, a czasami własnymi siłami trzeba na nie zapracować.Życzę Ci aby Twój dom był wymarzony i żebyście się w nim czuli nieziemsko i sielsko jak Wasza piękna okolica :-)

    OdpowiedzUsuń