So many books so little time

Nie zawsze lubiłam książki i nie zawsze miałam sentyment do pięknych wydań. Człowiek czasem musi do pewnych spraw dorosnąć. Dziś moją książkową pasję zarażam Śmietaneczkę.


Jako dziecko książka była moim wrogiem nr.1. Nie wiem czy dlatego, że dukałam każdy tekst, czy dlatego że moja ŚP. mama (polonistka), dla mojego dobra zapewne, kazała mi codziennie czytać 10 stron.
Czytanie było największą karą i zawsze musiało się odbywać wtedy, kiedy zapowiadał się największy fun.  "Nie pójdziesz na boisko jak nie przeczytasz 10 ston"-brzmi mi w uszach. 

Dziś jako mama Śmietaneczki uważam, że mimo, iż moja mama miała na pewno dobre chęci do przekazania mi własnej pasji-odniosło to zupełnie przeciwny efekt. Szkoda tylko, że nie mogę jej już o tym powiedzieć. Zresztą ile jest jeszcze innych rzeczy o których chciałabym z nią teraz podyskutować-właśnie teraz, kiedy jestem mamą, a nie zezłoszczoną na cały świat nastolatką.To jednak materiał na innego posta.

Wracając do książek muszę się przyznać,że w liceum nie przeczytałam nic oprócz nowelek. Doprawdy nie wiem jak zaliczyłam klasówki z treści przeczytanych książek, jeśli moją lekturą były streszczenia. 
 Klasówki to nic w porównaniu z czwórką na maturze z polskiego!!!
A przecież rozprawka dotyczyła 3 różnych książek!

Jestem mistrzynią w laniu wody. 
Nie ma czym się chwalić:/

Do książek wróciłam dopiero gdy skończyłam edukację.
Gdy nie musiałam czytać dla kogoś, gdy nikt mnie nie sprawdzał z treści, z lubością przenosiłam się w świat babskich sag, jadąc  cztery godziny do Śmietankowego męża na weekendy. 

Potem gdy zaczęłam pracę i dojeżdżałam codziennie 20 minut metrem, jedna książka tygodniowo to była norma. Kiedy zaszłam w ciążę a potem długo leżałam w szpitalu książki donoszono mi systematycznie.
Wpadłam po uszy w pasję czytania.

Kiedy moją 2 kilogramową istotkę dostałam do domu, a przygotowanie kroplówek zajmowało początkowo dużo czasu, z dnia na dzień przestałam czytać. Im bardziej zdrowiałam, a Śmietaneczka rosła tego czasu na książkową pasję miałam coraz mniej.

Znalazłam jednak rozwiązanie. Przerzuciłam się na książki dla dzieci.
Dziś kiedy Zuzia ma już 2,5 roku i potrafi słuchać co jej czytam, zadaje pytania a nawet zabiera mi książkę i czyta mnie, moje matczyne serce ogromnie się cieszy. 
Wieczorami wskakujemy pod kołdrę, zapalamy lampkę i czytamy o przygodach Martynki. Co ciekawe przygody Martynki, to ta sama książka którą za karę czytałam na wakacjach w Jarosławcu 1993 roku! 

Cieszę się, bo moja córka potrafi wybrać książkę zamiast zabawy klockami.

Jakiś miesiąc temu, zabrałam Śmietaneczkę do biblioteki. Pomyślałam, że to już najwyższy czas. Gdy pogoda nie sprzyja bieganiu po parku idziemy wypożyczać książki. Czasem siedzimy godzinę, bo Zuzia przegląda co ciekawsze egzemplarze na miejscu. Ogrom pozycji do wyboru nie raz, spowodowało niezłą aferę z płaczem-nie myślcie sobie że wszystko u nas takie przykładne. Jak tu nie zrobić matce sceny jeśli można wypożyczyć TYLKO pięć książek!!!

Kiedy nasza fotografka Małgosia z "Never Ender Story", poprosiła abyśmy na sesję "Mama i córka" zabrały coś co razem lubimy robić-nie miałam wątpliwości, że wezmę książkę.

Zobaczcie jaka cudowna sesja wyszła, Gośka jest zdolniachą. A my dziś w deszczu maszerowałyśmy do punktu wywołania zdjęć.










Sabina Kobus-Śmietanka

Autorka bloga:
Śmietankowy Dom – DIY • Livestyle • Handmade • Rękodzieło

11 komentarzy:

  1. Fantastyczne te foty !! Wzruszyłam się :) A o dziesięciu stronicach nigdy nie gadałaś :))) A o tym laniu wody hmmm ... :) Buziol

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sybilla, jeszcze wielu rzeczy Ci nie mówiłam:)))) Dzięki, za miłe słowa

      Usuń
  2. uwielbiam ksiazki, sa dni że połykam 1 całą a są takie że nie czytam nic do wszystkiego człowiek z czasem dorasta

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcie z buziakiem rewelacyjne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudna sesja :) Ja książki lubiłam czytać zawsze, ale to dlatego, że nie czytałam lektur. One naprawdę potrafią zniechęcić do książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, mnie zniechęcały 3 tomy "Lalki"...teraz zastanawiam się czy nie wypożyczyć :)

      Usuń
  5. Ja zaczełam czytać książki dopiero na studiach, kiedy już nie musiałam a chciałam. I wolałam to robić jadąc pociągiem niż bezczynnie siedzieć i patrzeć w okno. Obecnie jedyne książki jakie czytam to te dla dzieci, na inne nie mam czasu. Pozdrawiam
    A zdjęcia cudne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że za kilka lat wrócisz do książek dla dorosłych, życzę Ci tego.

      Usuń
  6. Fajnie, że mimo tego przymusu w dzieciństwie jednak pokochałaś książki - ja nie wyobrażam sobie bez nich życia. Książki zawsze mnie określały, ale w dorosłym życiu były okresy, kiedy czytałam naprawdę niewiele. Ale powiedziałam dość, obcięłam inne obowiązki i mam czas na czytanie - sama czy z Anią - w obu wersjach to uwielbiam. Po zdjęciach widać, że i Wam ta czynność daje masę frajdy - tak trzymać! :-) Uściski!

    OdpowiedzUsuń